czwartek, 16 lutego 2012

Od czego zacząć


Dziś opowiem Wam moją historię zabawy w matematykę z Ritą.
Od początku odkrywałyśmy wspólnie LICZBY.
Codziennie liczyłyśmy wszystko, co nam stanęło na drodze. Nadal to robimy.
Opanowanie pojęcia liczby i operacji z nią związanych wymaga czasu.
Licząc z Ritą odkryłam m.in., że na początku nie rozumiała ona, iż wynik liczenia nie zależy od tego, czy liczy "od początku" czy "od końca” określonego zbioru przedmiotów. Nie wiedziała też, że liczebność zbioru nie zmieni się, gdy elementy zmienią swoje położenie (gdy je przesunę, poprzestawiam, zasłonię).
Szukając w necie pomysłów na zabawy z liczbami, natknęłam się na różne teorie mądrych ludzi dotyczące najlepszego sposobu opanowania matematyki przez dzieci. Do tego tematu wrócę w następny czwartek.
A dziś zarys tego, jak się uczymy:

Matematyka w Tłusty Czwartek

Zaczynam dzień od liczenia do 10 – podobno pomaga. Teraz kolej Rity. Przy śniadaniu negocjujemy kompromis  w sprawie liczby łyżek kaszki, które mają być jeszcze zjedzone.
Zanim córa uświadomiła sobie, która liczba jest większa, nasz dialog wyglądał tak:
Ja: Zjedz proszę jeszcze 6 łyżek
R: Nie, jedną.
Ja: Mowy nie ma, 4.
R: Tylko 5.
Ja: Zgoda

Przy ubieraniu odbywają się poszukiwania zagubionej rękawiczki do pary. Potem zgodnie bierzemy się za rękę, tworząc parę i schodzimy 2 razy z 9 schodów i raz z 4 schodów, pokonując te ostanie po 2.
Podaję wynik dodawania wszystkich schodów, jako ciekawostkę.
Wracając liczymy już wszystkie po kolei.
Po drodze do przedszkola staramy się nie nadepnąć na linie tworzące kwadraty na chodniku. Dużo kwadratów.  
Zmiana zabawy - liczymy zaparkowane, czerwone samochody.  Rozpoznawanie marek zostawiam Ojcu.
Ucieka nam tramwaj. Bawimy się tak: Rita, zamknij oczy i licz do 10 we wszystkich językach świata, które znasz (aktualnie 2). Otwórz oczy i sprawdź, czy tramwaj nadjeżdża.
Tym razem udaje się za pierwszym podejściem. Przyjechał tramwaj nr. 4, a w nim 0 miejsc siedzących.
Na trzecim przystanku wychodzimy. Czeka nas jeszcze spacer przez park. Wchodząc do niego przez bramę, pomyślałam sobie, że spróbujemy oszacować odległość od jednej bramy wejściowej do drugiej, którą ledwo można dostrzec. Jednostką długości będzie krok Rity. Na ziemi leży śnieg. Obserwujemy ślady naszych stóp, psich łap i ptasich nóżek . Zastanawiamy się, czyj krok jest najdłuższy. Rita oddala się ode mnie na dwa kroki, potem na trzy. Nadszedł czas na pytanie: Jak myślisz, ile kroków musisz zrobić, aby dojść (idąc prosto tak jak zwykle, mijając fontannę ) do wyjścia z parku?
Rita: 5 kroków
Robimy 5 kroków, za mało.
Rita: Teraz 3 kroki
Niewiele się posunęłyśmy do przodu.
Rita, śmiejąc się, mówi: teraz 1
Przynajmniej ma poczucie humoru.
Mówię: Rita, podaj jakąś liczbę większą niż 10.
Rita myśli, po czym mówi z powagą: 8
Ups, myślę. Mówię, że 10 jest większe niż 8, podaj proszę największą liczbę, jaką znasz.
Rita: 18
To wciąż za mało.
Idziemy przez chwilę w ciszy. Zostało nam kilkanaśce kroków do wyjścia. Pytam się po raz ostatni: Jak myślisz, ile teraz kroków trzeba zrobić, aby dojść do bramy?
Rita: 130
Hmm, za dużo.

W ciągu dnia sporo jeszcze było liczenia:
·      w sklepie -  warzyw i owoców zgodnie z przygotowaną wspólnie poprzedniego dnia listą zakupów. Nakładanie samodzielnie 5 jabłek do torby to duża frajda.
·      przy stole pojawiło się pojęcie równoliczności zbiorów faworków na talerzach u Rity i jej siostry Julki.
·      podczas wciągającej gry w kości. Do kubka wrzucamy 6 kości. Rzucamy do momentu, aż wszystkie kości będą miały taką samą liczbę oczek. Komplet z szóstek jest najlepszy. Inna opcja to wyrzucenie strita z kości tzn. ciąg liczbowy utworzony z oczek na poszczególnych kościach.1,2,3,4,5,6.
·      wieczorem krótka i dowcipna lekcja matematyki po angielsku przy wykorzystaniu internetu , a konkretnie strony SESAME STREET.
Proszę zajrzeć tutaj
Ten 46 sekundowy filmik był inspiracją naszej dzisiejszej bajki na dobranoc.
Dobranoc

2 komentarze:

  1. Chciałam wpisać komentarz pod pierwszym Twoim postem, ale brak takiej opcji, więc wpisuję się tu ;-)
    I melduję, że czytam "Cię" po kolei (od najstarszych, rzecz jasna) ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O jak miło. I ja "Cię" czytam.

    OdpowiedzUsuń