czwartek, 1 listopada 2012

Dla humanisty

Pewnego dnia zajrzałam do swojej skrzynki email, a tam czekało na mnie pytanie:
Jestem mamą - humanistką, jak mam uczyć matematyki dzieci swoje?
Czytając ten list, przypomniałam sobie słowa Pana Michała Szurka z książki "Matematyka przy kominku":
Humanistami (w starym sensie) nazywano ludzi o szerokich horyzontach, interesujących się wszystkim, co dotyczy spraw związanych z człowiekem. Dopiero od pewnego czasu "humanista" to "ten, który nie lubi matematyki".
Może książka  "Matematyka dla humanistów" Cię przekona? 
Może odpowiedź na pytanie znajdziesz na tym blogu?  Zaglądaj proszę, wybieraj i baw się (odkrywaj) razem z nami - dziś dwie zabawy:  
1. Mała poczta. 
Najpierw zwiedziłyśmy prawdziwą, dużą pocztę, kupiłyśmy znaczek (przy okazji wzięłyśmy parę druków i naklejek) na prawdziwy list (Babcia i Dziadek będą zachwyceni), a potem Rita wrzuciła go do skrzynki. W drodze powrotnej zastanawiałyśmy się, w jaki sposób i kiedy list dotrze do celu. W domu sprawdziłyśmy nasz tok rozumowania czytając książkę "What do people do all day" Autor: Richard Scarry warto kliknąć na ten niebieski link - bonus w postaci filmiku. 
Klikając na zdjęcie, powiększamy je.


 



Nie znam innej książki, która w tak uroczy sposób tłumaczy drogę listu od nadawcy do odbiorcy. Może ktoś z czytelników bloga podzieli się tytułem i autorem?




 
Potem puściłyśmy wodze wyobraźni (związek frazeologiczny - ha) i wzięłyśmy się do pracy:


Jedna  z sześciu ścian prostopadłościanu jest już pomalowana. Jakimi figurami są ściany boczne?

Dwa duże krzesła - okienko na poczcie. Pocztówka (prostokątna kartka - krótszy i dłuższy bok) kosztowała 1 zł, znaczek 3 zł. 

Sortowanie pocztówek (pomysł własny ze zdjęć Magdy). Ekspresowe dostarczenie kartki zajmuje jeden dzień roboczy. Jeśli wysłana jest w poniedziałek do godziny 12, dotrze na miejsce we wtorek.

Paczki są ważone i sortowane przez Ritę, która jest wagą. W prawej ręce ma torebkę z 1 kg. mąki, w drugiej torebkę z zawartością paczki do wysłania.
Tu zostawiam miejsce na zdjęcia Waszej poczty - będę sprawdzała pocztę elektroniczną.








2. Zabawa kośćmi na kuchennym stole
Są różne pomoce do nauki matematyki np. :
Ja staram się wykorzystywać dostępne wokół materiały i wolne chwile. Po pół roku ćwiczeń liczenia "co dwa": 2,4,6...(głównie podczas pokonywania schodów) Rita zrozumiała zasadę - HURRA! 2,4,6 mówi z pamięci, potem po cichutku liczy 7,8 i mówi na głos 8, potem znów 9,10 i z triumfem oznajmia 10!






Przy komputerze: język i cyfry



Dziś zamiast zagadki opowieść o nieżyjącym już  Galileo Galilei  - humaniście, fizyku, matematyku i astronomie. Tak o nim pisał w swojej książce "Tajemnica alefów"  Amir D. Aczel:
"Urodził się 15 lutego 1564 roku w Pizie i spędził tam dzieciństwo, a w 1574 roku wraz z rodziną przeniósł się do Florencji. Przyszedł na świat, gdy we Włoszech trwał renesans - epoka bujnego rozkwitu nowych idei i erupcji inwencji twórczej. Wysłany przez rodzinę z powrotem do Pizy, by studiować medycynę na tamtejszym uniwersytecie, Galileusz niespodziewanie odkrył w sobie zamiłowanie do matematyki. Bez wiedzy rodziny wynajął prywatnego nauczyciela, by udzielał mu lekcji. Był nim Ostilio Ricci, uczeń legendarnego włoskiego matematyka Tartaglii. Pod jego kierunkiem Galileusz poznał piękny świat równań i geometriii odkrył, że ma dar analizowania zjawisk fizycznych za pomocą matematyki.
Wkrótce, w 1583 roku, Galileusz dokonał swojego pierwszego odkrycia w dziedzinie fizyki. Pewnego wietrznego dnia podczas mszy w katedrze w Pizie coś odwróciło jego uwagę od liturgii. Jego wzrok spoczął na żyrandolu, który kołysał mu się nad głową. Zaczął mierzyć rytm kołysania się jego ramion za pomocą tętna. Szybko odkrył zadziwiającą właściwość: okres wahania wszystkich ramion był taki sam, niezależnie od tego, czy mocniej, czy słabiej wychylały się z położenia równowagi. Tę własność wahadła nazywamy dziś izochronizmem."
Na pożegnanie jesienne zdjęcia Magdy, która siedzi teraz pewnie przy prawdziwym kominku:






3 komentarze:

  1. Ale ładne zdjęcia! I ładna matematyka - w sam raz dla nas, bo my teraz ciągle wymyślamy, co by tu robić z kośćmi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się bardzo! Ostatnio zastanawiam się nad pytaniem Rity, czy i ile ryba ma kości (czym się różnią kości od ości!?)
    Może znajdę pomoc u Pani na blogu w tej kwestii?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale macie tych kości, fiu, fiu (pozazdrościć!)! ;-)

    OdpowiedzUsuń