środa, 1 maja 2013

kredą na asfalcie

Uff - wirus lenistwa pokonany. Dziś zapraszam na podwórko
  • z Sesame Street

  •  z Ritą
Córa bardzo lubi grać w klasy. Nasze zasady są takie:
Rysuję duży prostokąt, a córa dzieli go na parzystą liczbę prostokątów.
Każdemu z nich przypisujemy "kategorię": owoce, desery, ptaki, słowa na R...
Na zmianę rzucamy kamykiem na kolejne (dowolne) pola. Po krótkim zastanowiemu wskakujemy na pierwsze pole jak żaba i wołamy np. bocian! Przeskakujemy na kolejne pole (do przodu) i znów wołamy bocian! Przeskok na trzecie pole to nowy ptak: sowa. I drugi raz też musi być sowa! Jeśli mamy 10 prostokątów - trzeba wymyśleć 5 gatunków ptaków. Nie wolno nadepnąć na linię i stać bardzo długo na jednym polu.

Ricie podoba się też zabawa w szukanie narysowanych figur geometrycznych. Dobrze jest, gdy w zabawie bierze udział kilkoro dzieci. Krążą one wokół rysunków, czekając na polecenie np. znajdź żółty trójkąt. Dziecko, które jako pierwsze stanie na tej figurze wygrywa. W nagrodę teraz ono wydaje polecenie odnalezienia danego kształtu.

Bawiłyśmy się we dwójkę. Rita wymyśliła swój kształt - pierścień. Zaproponowała też, że na zmianę będziemy wydawać polecenia, a razem bedziemy biec. Sprytnie, ale znalazłam sposób, żeby czasem wygrać. Raz wykorzystałam fakt, że córce myli się sześciokąt z sześcianem. Za drugim razem stanęłam na kwadracie, mimo polecenia: odszukaj prostokąt. Powiedziałam Ricie, że na kwadrat można powiedzieć też prostokąt, ale nie odwrotnie. Dzięki temu nie było przegranych. Starsze dzieci niech próbują znaleźć zielony czworokątrównoległobok (uwaga: trapez nim nie jest)

Gramy też w "rzut na punkty". Rysujemy okregi współśrodkowe. Na powstałe
pierścienie kołowe nanosimy punktację. W pewnej odległości od największego okręgu odrysowujemy kształt lewego i prawego buta - zaznaczamy w ten sposób miejsce rzutu. Kolejno rzucamy kamykiem i zapisujemy zdobyte punkty. Wygrywa ten, kto po zsumowaniu punktów będzie miał ich najwięcej. 

Chciałam pokazać Ricie jeszcze jedną grą, ale usłyszałam:
Mamo, ty ciągle wymyślasz zabawy, teraz moja kolej. Pobawmy się w piratów. Będziemy szukać skarbów.
 Rita rysuje mapę
Następnego dnia namówiłam córę na grę w domino. Tworzyłyśmy własne płytki, Rysowałyśmy prostokąty, dzieliłyśmy je na dwa kwadraty i na zmianę wymyślałyśmy co w nich narysujemy, przestrzegając reguł domina. Wygrywał najwytrwalszy gracz. 

3-2 = jeden motylek

Przy okazji ćwiczyłyśmy GRAFOMOTORYKĘ i zużyłyśmy całą kredę. Skąd się bierze kreda? Zaglądając TUTAJ i TUTAJ dowiedziałyśmy się, dlaczego na opakowaniu kredy są muszelki. 



Znamy też inne zastosowanie kredy - jest cennym składnikiem mineralnym - dodaje się ją do pasz dla ptaków, świń, bydła.
W internecie znalazłam też sposób na kredę domowej roboty. Nie do końca rozumiem, dlaczego głównym składnikiem jest gips, mimo to postanowiłam zrobić dużo kredy - ku rozpaczy moich cór. Przygotowałyśmy walce (tuba po papierze),  prostopadłościany (opakowania po lekarstwach). Z papieru do pieczenia dziewczynki formowały walce, odmierzały składniki (całości i ułamki), mieszały i dobrze się bawiły. Jeśli chodzi o ekonomię - w naszym przypadku  taniej jest kupić gotową kredę.


Przy okazji zamówiłam sobie książkę: "Koniec epoki kredy". Podzielę się pewnie wrażeniami. Na koniec dołączam zagadkę, zamieszczoną w komentarzu do posta Znaki, która nadal nie jest rozwiązana - chociaż Buba zna odpowiedź, sądząc po jej podpowiedzi.
Przełóż jedną zapałkę, tak by równanie było prawdziwe

Buba: Minęło już trochę czasu, więc mogę chyba dać wskazówkę? Należy zostawić liczby, zmienić znaki działań ;-)

3 komentarze:

  1. Właśnie przeczytałam recenzję tej książki.
    Z początku bardzo mi się spodobała i pomyślałam też o kupnie, ale po przeczytaniu całej zaczęłam mieć wątpliwości, czy faktycznie będzie tam coś czego nie można samemu wyszukać w internecie.
    Jestem ciekawa jak ją ocenisz.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Młodzież żyje w rozdwojeniu, dowodzi autorka – osiem godzin spędza w przestarzałej analogowej rzeczywistości szkoły, a pozostały czas w cyfrowym świecie internetu, czatów, SMS-ów, filmików kręconych komórką. „Napisałam tę książkę, by oba światy się spotkały” – mówi Pezda." Ciekawa jestem recenzji, bo moim zdaniem nie tu leży problem szkoły, a zanurzenie dzieci w "cyfrowym świecie" to z kolei problem rodziców.

    OdpowiedzUsuń