piątek, 8 listopada 2013

PROJEKT "PUCEL"

Szukając w internecie tłumaczenia number sense - zmysł liczbowy - znalazłam książkę, którą kupiłam. Po profesjonalną recenzję pani Małgorzaty Mikołajczyk zapraszam na stronę Wrocławskiego Portalu Matematycznego.
Jestem w trakcie czytania książki. Podoba mi się wstęp do rozdziału 4:
"To, czy dziecko matematykę lubi, czy nie, zależy przede wszystkim od tego, z czym jest konfrontowane na lekcjach. Czy wbija mu się do głowy sposoby rozwiązań, czy pozwala, aby kreatywnie rozwijało własne pomysły, które - jako takie - są zauważane."

Cenna jest też rada pana Hartmuta Spiegla:
"...uważnie przysłuchuj się z pozoru błędnym czy niezrozumiałym odpowiedziom dzieci. Gdy im sie bliżej przyjrzeć, często okazuje się, że myślą one jak najbardziej poprawnie, tylko inaczej niż oczekują tego dorośli..."
A pani Inge Schwank: wymaga konstruktywnego podejścia do błędów. Nie mają one być nieprzyjemne, czy wstydliwe, powinny natomiast stanowić "chętnie widzianą okazję do dyskusji".

I jeszcze jeden fragment z książki:
" ...Jeszcze większym problemem na lekcjach matematyki jest wcale nierzadka wśród nauczycieli skłonność do preferowania określonych sposobów rozwiązań.
Spiegel i Selter opisują sytuację, która zdarzyła się w jednej z pierwszych klas, podczas nauki sposobu dodawania, gdy wychodzi wynik wiekszy od 10. Nauczyciel wyjaśniał dzieciom, że najpierw powinny sumować do 10, a potem dodać resztę (czyli w przypadku 7+6 najpierw wykonać działanie 7+3 = 10, a następnie 10+3=13). Nauczyciel chciał przeliczyć takie zadanie z Timo.
Nauczyciel: Ile jest 9+4?
Timo: Gdyby było 10, to byłoby 14, bo 5+5 to 10, a do tego 4 jest 14, ale jest 5+4
Zorientowałeś się już w toku myslenia Timo? Bo nauczyciel miał trudności.
Nauczyciel: Kto mógłby Timo jeszcze raz wyjaśnić metodę?
Sina: Musisz liczyć 9+1 = 10, a potem do tego jeszcze 3, to jest 13
Nauczyciel: Zrozumiałeś Timo?
Timo: (kiwa głową, ale nie robi wrażenia przekonanego).
Uczeń raczej nie rozumiał sposobu rozwiązania podanego przez nauczyciela, ale prawdopodobnioe chciał mieć święty spokój. Lecz na tym historia się nie skończyła. Kilka minut później nauczyciel oznajmił klasie: "Timo ma wielkie kłopoty z matematyką! czasem myślę, że mnie po prostu nie słucha" Co za bzdura! Akurat w tym przypadku to nauczyciel powinien był słuchać swojego ucznia. Gdyby to uczynił, przekonałby się, że Timo całkiem zręcznie podchodzi do liczb. Po prostu nie chciał nieporadnie dodawać najpierw 9+1, a potem 10+3, lecz od razu 10+4, a na końcu odjąć od wyniku 1. Sprytna sztuczka, lecz bez szans na zaprezentowanie. Jaka szkoda!
Gdy dzieci na matematyce bez końca ćwiczą podane przez nauczyciela techniki rozwiązań, których do końca nie rozumieją, nie mogą oczywiście mieć z tego przyjemności. W ten sposób nie mają okazji, by dowiedzieć się, że matematyka ma wiele wspólnego z kreatywnością i próbowaniem nowego..."
Po więcej zapraszam do książki. Ciekawe, czy któryś z czytelników dołączy teraz do  projektu "PUCEL", który zaczyna się w dniu dzisiejszym i nigdy się nie kończy!
Cel: odkryć w sobie kreatywność? polubić matematykę?
Zasady są takie: raz w tygodniu (u nas to będzie niedziela) podczas wspólnego rodzinnego posiłku (u nas to będzie śniadanie) zastanawiamy się nad rozwiązaniem jednej zagadki/łamigłówki. 
Osoby, które wezmą udział w projekcie zapraszam do dzielenia się swoimi zadaniami i pomysłami ich rozwiązań. 
Próbę generalną mamy już za sobą. Zadanie dla Rity: pokaż na palcach 5 na wszystkie możliwe sposoby.
Zadanie dla Julii i Ojca wybrałam z "Im więcej dziur tym mniej sera".
Ojciec, tak jak autor tej książki "szybko i pobieżnie rzucił okiem na tekst:
Chłop miał osiem kóz. Nocą wszystkie, oprócz sześciu, porwały mu wilki. Ile kóz pozostało chłopu?
i... teraz serdecznie przywitam 35 członkinię Mamatyki - Karolinę Hortecką, którą zapraszam do przeczytania starszego posta: pułapka, w którym jest kilka wskazówek, jak pokonać odruch bezmyślnego liczenia, w tym wypadku odejmowania 6 od 8. 
Julia rozwiązała takie zadanie - proszę spróbować, nie jest trudne: Na szachownicy, w rogu, stoi samotny król. Może się on poruszać tylko o jedno pole, w dowolnym kierunku. I robi tak zawsze, gdy dopada go samotność. Tym razem poruszył się 62 razy. Wykaż, że na szachownicy istnieje pole, na którym król nie stanął.
Jeszcze tylko candy i będę profesjonalną blogerką;)

11 komentarzy:

  1. Również zauważyłam, że dzieci niestandardowo czasami liczą. Rozwiązuję czasami z synem zadania z Kangurka, w tych za 5 punktów staram mu się trochę pomóc, ale często moje rozwiązania (najczęściej w formie równań z "x' i "y") do niego nie trafiają i woli używać dominującej jeszcze nadal u sześciolatka prawej półkoli i rozrysować sobie rozwiązanie (w końcu np. 54 lizaki też można narysować). Ciut więcej czasu mu to zajmie, ale w końcu dojdzie do tego samego rozwiązania, co ja:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uhoho!
      Rysowanie jest świetnym sposobem - w tym wypadku ćwiczona jest też wytrwałość ;)

      Usuń
  2. O! Jak się cieszę, że trafiłam tutaj. Właśnie takiej inspiracji mi trzeba. Projekt, nie powiem - mobilizujący do działania. Czy mogłabyś polecić jakąś książkę z zabawami matematycznymi dla sześciolatka? Mam mocne postanowienie, że oprócz angielskiego (jestem anglistką), zacznę działać też z synkiem z matematyką. Mam nadzieję, że zapał się nie skończy. Na pewno będę tu często zaglądać w poszukiwaniu pomysłów. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kamyku,
      Książka, którą warto mieć to "Rozwijanie myślenia matematycznego młodszych uczniów" Dorota Klus - Stańska i Alina Kalinowska. To są zadania - od Ciebie zależy, czy staną się zabawą. Lubię stronę anglojęzyczną http://nrich.maths.org/frontpage, oraz Sesame street. Oprócz tego namawiam Cię na przejrzenie postów Mamatyki. Do usłyszenia - mam nadzieję - wkrótce.

      Usuń
    2. Dziękuję za te wskazówki. Jestem w trakcie czytania archiwum Mamatyki. Wspaniałe i mądre posty. Dziękuję bardzo. Na pewno skorzystam z niejednego Twojego pomysłu. Muszę przyznać, że choć oboje z mężem jesteśmy inżynierami, to ja, z racji wykonywanego zawodu, jakoś zaniedbałam matematykę i nasze "inżynierątka' rozwijałam do tej pory bardziej humanistycznie. Wydawało mi się, że "te" umiejętności wyssali z mlekiem matki i nie trzeba ich rozwijać. A tu okazuje się, że matematyka może być też zabawą. Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam? Wstyd mi. Jeszcze raz dziękuję za inspirację i obiecuję (sobie i Tobie) poprawę :) Pozdrawiam

      Usuń
    3. Kamyku, dzieci rodzą się ze zmysłem liczbowym (o tym dowiedziałam się ostatnio), niektóre wysysają go dodatkowo z mlekiem matki, a Twoje mają szczęście, że mogą liczyć na Ciebie i z Tobą. Udanej zabawy życzę.

      Usuń
  3. My bardzo chętnie podejmiemy wyzwanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kupiłam książeczkę :) Nie mogę się doczekać kiedy do mnie dotrze. Oj, już ręce zacieram.

    OdpowiedzUsuń
  5. My dziś trenowaliśmy różne podejścia do matematycznych tematów - wielkie dzięki za inspiracje!
    A wszystko przy okazji spotkania z książką "W naszym domu jest..."
    http://czytaniewlodzi.blogspot.com/2013/11/niedziela-z-matematyka.html

    OdpowiedzUsuń