niedziela, 18 stycznia 2015

LEKCJA nr 5

W ciągu pierwszych 45 minut ćwiczyliśmy odczytywanie/zapisywanie godzin na zegarach, kolejne zaś 45 minut poświęciliśmy cyfrze/liczbie 7. Razem z Panią Wychowawczynią przestawiłyśmy ławki - tym razem tworzyły literę U. Zaczęłam od sprawdzenia pracy domowej - ręcznie robionego zegara.  Zadaniem dzieci było ustawić dwie godziny (tylko dwie, żeby uniknąć ziewania), o które prosiłam (inwencja nauczyciela mile widziana) i podnieść zegar do góry. Ja podchodziłam do dzieci (genialna litera U), podziwiałam i sobie myślałam, że muszę wytłumaczyć rodzicom, dlaczego koślawo napisane liczby przez dzieci mają większą wartość niż idealne liczby rodziców. Potem nadszedł czas na hazard, czyli grę Tic-Tac-Time  . Upewniłam się, że dzieci pamiętają zasady wygranej w kółko i krzyżyk,  rozdałam każdemu dziecku kartkę z planszą (druk dwustronny - dwie rozgrywki)
  Gotowe do druku zegary (odcięłam jeden rząd zegarów, narysowałam flamastrem linie poziome i pionowe.) znalazłam oczywiście na stronie nrich razem z genialną grą Stop the Clock  - dla dzieci, które opanowały odczytywanie godzin i minut. 
Przygotowałam też woreczek z dwunastoma kartkami. Na każdej z nich napisałam jedną pełną godzinę, czyli:  1:00, 2:00, itd.
Reguły gry:
Na swojej planszy każde dziecko  zaznacza (rysuje ołówkiem wskazówkę minutową i godzinową) dowolne godziny, które mogą się powtarzać.  Ja też brałam udział w zabawie, a planszę narysowałam na tablicy - jako ewentualne wsparcie - na szczęście dzieci nie kopiowały jej, tylko tworzyły własne.

Po wypełnieniu godzinami wszystkich 9 zegarów nadszedł czas na losowanie (najlepiej przez dziecko) kartki z woreczka i głośne odczytywanie godziny zapisanej w inny sposób np. 12:00. Zadaniem dzieci jest odnalezienie na swojej planszy zegara wskazującego godzinę 12. Jeśli mają szczęście - stawiaja na polu z tym zegarem krzyżyk. Losowanie trwa do chwili, gdy komuś uda się skreślić trzy pola w pionie, poziomie lub skosie. My graliśmy do wyłonienia 3 pierwszych miejsc. Podczas drugiej rozgrywki zwyciężyło dziecko, które ustawiło wskazówki wszystkich zegarów na jednakową godzinę - drugą:
Zamiast mówić, co będzie działo się dalej - dałam dzieciom zaszyfrowaną wiadomość do rozszyfrowania w parach. Pomysł znalazłam TUTAJ i nieco go uprościałam:


Moja ręczna robota - drukarka padła.
Chciałam dzieciom wytłumaczyć o co chodzi, ale mnie nie słuchały, tylko wzięły się za rozwiązywanie. Na szczęście posłuchały mojej prośby o zachowanie odpowiedzi dla siebie - podchodziłam i nadstawiałam ucha. Dzięki temu wszystkie dzieci mogły swoim tempem dojść samodzielnie do rozwiązania. Ci, którzy czekali mogli wymyślać swoje hasła do rozszyfrowania, albo ozdabiać zegar. Po przerwie była obiecana zabawa w sklep. Każde dziecko znów musiało samodzielnie wziąć 10 zł - z monet o nominale 2 zł. Tym razem były cztery stoiska i większa szansa zostania sprzedawcą. Towar: duża kostka za 7 zł, zegar za 5 zł, mała kostka za 3 zł. Sprzedawca w kasie miał złotówki, dzięki którym dzieci poznajły takie działania:
4zł - 1 zł = 3 zł
6zł - 1zł  = 5zł
8zł - 1zł = 7zł.
Moja prośba do dzieci była taka: spróbujcie wydać wszystkie pieniądze
Spostrzeżenie: poprawności zakupów i rachunków pilnują same dzieci.
Nauczycielowi zostaje podsumowanie, zadając takie pytanie: Komu udało się wydać wszystkie pieniądze, czyli 10 zł? Co za nie kupił?
Usłyszałam i zapisałam na tablicy  działania:
  • kupiłam 2 zegary: 5 zł + 5 zł
  • kupiłem dużą kostkę za 7 zł i małą kostkę za 3 zł: 7 zł + 3 zł = 10 zł
  • kupiłem trzy małe kostki do gry - hmmm policzmy razem 3 zł + 3 zł + 3 zł =  9 zł. Ile brakuje do 10 zł?
Na koniec była sztuczka magiczna z jedną kostką do gry, o której pisałam kiedyś TUTAJ, wykorzystująca fakt, że
Na ogół suma liczby oczek  na przeciwległych ściankach  zawsze wynosi siedem.
Ponieważ Rita znała tę sztuczke, to wystąpiła w roli medium, które jest w stanie powiedzieć, ile jest oczek na niewidocznej ściance kostki. 
Każdy uczeń dostał kostkę, którą rzucił jeden raz. Poprosiłam jedno (potem kolejne) dziecko  o odczytanie liczby oczek na górnej ściance kostki. Rita miała frajdę. Zapytałam dzieci, czy wiedza jak ona to robi?
U: Bo ona ogląda kostkę ze wszystkich stron i wie, którego oczka nie widać.
M: To jest dobry pomysł, ale czy Rita widzi z tej odległości Twoja kostkę
U: No nie.
Jakieś pomysły?
U: Nauczyła się na pamięć, że 1 jest naprzeciwko 6
M Dobry kierunek, podajcie wszystkie kombinacje (przy okazji ile ścian ma kostka?), a ja zapiszę na tablicy:
1 - 6,
2 - 5,
3 - 4
Rita nie nauczyła sie na pamięć, tylko wykorzystała fakt, że:
1 + 6 = 7
2 + 5 = 7
3 + 4 = 7
Ja też próbowałam błysnąć odgadywaniem niewidocznej liczby oczek na 4 kostkach - ale występ był nieudany. Powinnam zacząć i poprzestać na dwóch kostkach. Zostały 3 minuty, nie wiedziałam co dalej. Dobry pomysł podsunęła Pani Wychowawczyni: niech dzieci poćwiczą w parach tę sztuczkę. 

16 komentarzy:

  1. Świetny pomysł z tym bingo. Przerabiałam już tą grę na miliony sposobów w szkole (słówka z angielskiego, tabliczka mnożenia, trudności ortograficzne), ale na zegar nie wpadłam :) Na pewno skorzystam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie! Mam kolejną lekturę do nadrobienia.
    (nie tylko Twoje posty).
    Ja głowię się nad zajęciami dla mieszanej grupy przedszkolaków (do 3 do 6/7) - i trzeba wszystkich zająć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 4 lata różnicy to duże wyzwanie! Trzymam kciuki.

      Usuń
  3. Czytam, podziwiam za zgłębioną wiedzę, korzystam w naszej ED i polecam dalej (http://fotocodziennik.pl/zabawy-matematyczne-i-lamiglowki/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu,
      Zajrzałam i bardzo dziękuję!
      Wiedza - hmm - raczej pływam po powierzchni, ale przy tym dobrze się bawię;)

      Usuń
  4. Ojej - wracam już wkrótce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedy jest "wkrótce"? :-)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że w tym tygodniu.

      Usuń
  5. Nauka w takiej formie jest fantastyczna, bo dzieci nie trzeba zbytnio zachęcać;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam te zabawy z dzieciństwa. Bawiłam się i grałam w domu, z rodzicami i rodzeństwem. W szkole trzaskałam zadania ze zbioru ćwiczeń-jedno za drugim, w ramach pracy domowej kolejne. Nie było ogłupiających pakietów , tylko zeszyt za zeszytem zadaniami się wypełniało. Na lekcjach mowy nie było o zabawach, jedynie patyczki w pierwszej klasie trzeba było mieć.
    Dlaczego teraz dzieci muszą się bawić przez trzy lata edukacji początkowej??? Dlaczego rodzice nie bawią się z nimi?

    Może na swoim blogu skupisz na tym uwagę - kluczowym problemie w nauczaniu matematyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy mają szczęście!
      Dlaczego się nie bawić, skoro to działa?
      Zabawa nie wyklucza rozwiązywania zadań.
      Zajrzyj proszę tutaj: http://e-matematyk.blogspot.com/2015/04/rozszerzalismy-uamki-z-przyjemnoscia.html?utm_source=feedburner&utm_medium=feed&utm_campaign=Feed%3A+E-Matematyk+%28e+-+matematyk%29
      Pozdrawiam
      Małgorzata

      Usuń
  7. Kapitalna strona. Fajne pomysły.

    OdpowiedzUsuń