piątek, 24 lipca 2015

LUBIĘ PONIEDZIAŁEK

Podchwyciłyśmy pomysł Buby: " Weźcie karty na wakacje"
Szukając przykładów gier w internecie znalazłam plik pdf: "Nie tylko wojna! Zagrajmy z dzieckiem w karty". Autorem jest Mirosław Dąbrowski - dydaktyk matematyki, specjalista w zakresie nauczania matematyki w szkole podstawowej.
" ... Początki arytmetyki wymagają ćwiczeń, jest to rzecz niepodważalna. Czy jednak ćwiczenia te muszą, przy okazji, męczyć i zniechęcać do uczenia się matematyki? Na pewno nie! Narzędziem, które może ten stan rzeczy zmienić są gry. Kilkuletnie dziecko poznaje świat i uczy się go intensywnie, eksperymentując z otaczającą rzeczywistością, bawiąc się i grając. W jego przypadku jest to najskuteczniejszy sposób pobudzania rozwoju
intelektualnego. Wykorzystajmy więc to!..."
Na blogu zamiast kserówki Pani Joanna Apanasewicz  (nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej i języka angielskiego) w swoim poście pisze tak:
" ...Gry karciane cieszą się ogromną popularnością wśród dzieci. Istnieje wiele pomysłów na wykorzystanie kart w nauczaniu matematyki i nie tylko. Dziś prezentuję grę, która zrobiła furorę wśród moich uczniów ..."
I zaczęłam marzyć o szkole, w której codziennie dzieci grają w różne gry edukacyjne. Wszak codziennie mogą wypełniać zeszyty ćwiczeń...
I postanowiłam zachęcić Rodziców/Nauczycieli do uczestnictwa w akcji: 
 Gramy w każdy poniedziałek!
Dodatkowa zaleta tej akcji: perspektywa gry na lekcjach w poniedziałek powinna ułatwić niektórym rodzicom wyprawienie dzieci do szkoły po weekendzie;)

Z młodszymi dziećmi grałam w wojnę "na odejmowanie" - potasowaną (wyzwanie dla dzieci) i rozdaną po równo (to też jest wyzwanie) talią kart od 1 (As) do 10.
Każdy gracz ze swojego stosu kart równocześnie odkrywa dwie karty i podaje wynik odejmowania. Podczas gry trzeba zwrócić uwagę, które działanie ma sens* . Wygrywa ta osoba (zbiera wszystkie odkryte karty), której wynik odejmowania jest najmniejszy ( w wersji oryginalnej miał być największy, o tym zapomniałam)
Gra kończy się (całkiem szybko), gdy jeden z graczy zdobywa wszystkie karty.
Uwaga: 
  • palce to wygodne liczydła, warto też zakrywać konkretną (odejmowaną) liczbę oczek na karcie.

* M: mam 3 i 4, czyli 4 odjąć/minus 3 to jest 1.
Dz: A ja mam 0
M: Jak to obliczyłeś? - widzę, że dziecko kombinowało, żeby mieć mniejszą różnicę ode mnie, bo 7 - 4 to przegrana.
Dz: 4 odjąć 7 to  0
M: Jeśli masz 4 cukierki, czy mogę Ci zabrać/odjąć 7 cukierków?
Dz: Nie.
M:  A ile cukierków muszę Ci zabrać/zjeść żebyś nie miał cukierków, czyli miał 0 cukierków?
Dz: 4.
Ten dialog wystarczył, żeby dzieci odejmowały liczbę większą od mniejszej, a nie odwrotnie. 
Oczywiście kiedyś trafię na młodego gracza, który poda przykład temperetury lub jazdy windą do garaży podziemnych i otrzyma liczby ujemne. Wtedy wprowadzę zasadę: od liczby większej odejmujemy mniejszą.

Na koniec zapraszam na stronę SUPERBELFRÓW i grę karcianą UNO.

2 komentarze: