czwartek, 23 lutego 2012

Detektyw Sherlock Rita i Dr. Julia Watson

Zanim dojrzeję do postu o gotowości szkolnej, zapraszam do zabawy, w którą moja córa chce się bawić codziennie.
A zaczęło się to tak:

Odwiedziłyśmy bibliotekę. Rita wybrała sobie kilka książek. Namówiłam ją na książkę kucharską Małgorzaty Strzałkowskiej pt. "Rymowane przepisy na kuchenne popisy", obiecując jej "niebo w gębie".
W dniu naszej wizyty pani bibliotekarka przygotowała dla dzieci niespodziankę:
 zabawę w detektywa. 
Po wylosowaniu zadania i jego rozwiązaniu Rita dostała "prawdziwą" legitymację  z odciskiem własnego palca. Było też miejsce na zdjęcie! 
Zapał, przejęcie, duma i radość, jakie towarzyszyły rozwiązywaniu zagadki, postanowiłam wykorzystać. 
Rita kończy już wkrótce 4 lata. Potrafi pokazać na palcach jednej ręki swój wiek.  Pokazanie czterech lat z wykorzystaniem obu rąk na wszystkie możliwe sposoby to wyzwanie na później. Przed zadaniem liczyłyśmy sobie do czterech.
Oto zadanie, które ma na celu poznanie cyfry 4:
  • Rozejrzyj się w swojej okolicy (ze względu na paskudną pogodę okolicą było mieszkanie)  i znajdź jak najwięcej miejsc, w których występuje cyfra cztery : 4 (na kartce narysowałam trzy "różne" czwórki )
  • Gdy znajdziesz cyfrę 4, zrób jej zdjęcie np. aparatem w komórce.
  • Za każdym razem  zakreśl flamastrem x w kwadracie, który jest na kartce. Kwadratów było 20 sztuk. Uważaj: jeśli na jednym zdjęciu będą dwie czwórki, musisz zakreślić dwa kwadraty.
  • Policz ile kwadratów jest zakreślonych. Ile w sumie czwórek odkryłaś?
  • Pokaż mi zdjęcia, spróbuję zgadnąć, gdzie znalazłaś cyfrę 4. 
  • Ostatnie polecenie: napisz cztery czwórki.
Rita zaczęła zadanie od zrobienia zdjęcia kartce, na której narysowane były czwórki, czym mnie zaskoczyła. Po czym postawiła trzy krzyżyki!
Dziewiętnaście czwórek - dwójka detektywów - odkryła: w/na kalendarzu, na zegarze ściennym, na lodówce (magnes 4 i przygotowana przeze mnie kartka z nr. telefonu składającego sie z kilku czwórek), na telefonie, na pilocie, na klawiaturze, na opakowaniu z ryżem, w gazecie i książce, na kartach, które służą Ricie do gry w wojnę. 
Na koniec napisała poprawnie 4, 4, 4, 4.
W nagrodę jutro, wracając z  przedszkola, z aparatem w ręku szukamy dalej czwórek.  Zdjęcia  zamieszczę wkrótce jako dowód rzeczowy.

Po obiedzie, w ramach rozrywki i nauki matematyki w języku angielskim zapraszam znów na Ulicę Sezamkową:

  • na grę, w której trzeba nacisnąć klawisz na klawiaturze z dowolną cyfrą (od 0 do 9) i czekać.


  • na przygotowanie wspólnie z dzieckiem kolacji.
Jajko na twardo.
Ustalenie początkowe: Jeśli każdy ma ochotę zjeść tylko jedno jajo, to potrzeba czterech jaj.
Po wyjęciu jaj z lodówki niespodzianka: jajka łatwo się tłuką. 
Nasza relacja zostaje przesunięta w czasie. Przepis już dziś w dziale Matematyka i kuchnia.

Na pocieszenie była bajka o trzech świnkach i złym wilku. Trzy świnki i jeden wilk daje nam  liczbę zwierząt 4.
Myślę, że jest to dobry moment, aby po raz pierwszy napisać, że dużo zamieszczanych na tym blogu zdjęć zrobionych zostało przez Magdę, za co jej serdecznie dziękuję! 

Nauka dodawania już wkrótce: 
3 + 1 = 4



czwartek, 16 lutego 2012

Od czego zacząć


Dziś opowiem Wam moją historię zabawy w matematykę z Ritą.
Od początku odkrywałyśmy wspólnie LICZBY.
Codziennie liczyłyśmy wszystko, co nam stanęło na drodze. Nadal to robimy.
Opanowanie pojęcia liczby i operacji z nią związanych wymaga czasu.
Licząc z Ritą odkryłam m.in., że na początku nie rozumiała ona, iż wynik liczenia nie zależy od tego, czy liczy "od początku" czy "od końca” określonego zbioru przedmiotów. Nie wiedziała też, że liczebność zbioru nie zmieni się, gdy elementy zmienią swoje położenie (gdy je przesunę, poprzestawiam, zasłonię).
Szukając w necie pomysłów na zabawy z liczbami, natknęłam się na różne teorie mądrych ludzi dotyczące najlepszego sposobu opanowania matematyki przez dzieci. Do tego tematu wrócę w następny czwartek.
A dziś zarys tego, jak się uczymy:

Matematyka w Tłusty Czwartek

Zaczynam dzień od liczenia do 10 – podobno pomaga. Teraz kolej Rity. Przy śniadaniu negocjujemy kompromis  w sprawie liczby łyżek kaszki, które mają być jeszcze zjedzone.
Zanim córa uświadomiła sobie, która liczba jest większa, nasz dialog wyglądał tak:
Ja: Zjedz proszę jeszcze 6 łyżek
R: Nie, jedną.
Ja: Mowy nie ma, 4.
R: Tylko 5.
Ja: Zgoda

Przy ubieraniu odbywają się poszukiwania zagubionej rękawiczki do pary. Potem zgodnie bierzemy się za rękę, tworząc parę i schodzimy 2 razy z 9 schodów i raz z 4 schodów, pokonując te ostanie po 2.
Podaję wynik dodawania wszystkich schodów, jako ciekawostkę.
Wracając liczymy już wszystkie po kolei.
Po drodze do przedszkola staramy się nie nadepnąć na linie tworzące kwadraty na chodniku. Dużo kwadratów.  
Zmiana zabawy - liczymy zaparkowane, czerwone samochody.  Rozpoznawanie marek zostawiam Ojcu.
Ucieka nam tramwaj. Bawimy się tak: Rita, zamknij oczy i licz do 10 we wszystkich językach świata, które znasz (aktualnie 2). Otwórz oczy i sprawdź, czy tramwaj nadjeżdża.
Tym razem udaje się za pierwszym podejściem. Przyjechał tramwaj nr. 4, a w nim 0 miejsc siedzących.
Na trzecim przystanku wychodzimy. Czeka nas jeszcze spacer przez park. Wchodząc do niego przez bramę, pomyślałam sobie, że spróbujemy oszacować odległość od jednej bramy wejściowej do drugiej, którą ledwo można dostrzec. Jednostką długości będzie krok Rity. Na ziemi leży śnieg. Obserwujemy ślady naszych stóp, psich łap i ptasich nóżek . Zastanawiamy się, czyj krok jest najdłuższy. Rita oddala się ode mnie na dwa kroki, potem na trzy. Nadszedł czas na pytanie: Jak myślisz, ile kroków musisz zrobić, aby dojść (idąc prosto tak jak zwykle, mijając fontannę ) do wyjścia z parku?
Rita: 5 kroków
Robimy 5 kroków, za mało.
Rita: Teraz 3 kroki
Niewiele się posunęłyśmy do przodu.
Rita, śmiejąc się, mówi: teraz 1
Przynajmniej ma poczucie humoru.
Mówię: Rita, podaj jakąś liczbę większą niż 10.
Rita myśli, po czym mówi z powagą: 8
Ups, myślę. Mówię, że 10 jest większe niż 8, podaj proszę największą liczbę, jaką znasz.
Rita: 18
To wciąż za mało.
Idziemy przez chwilę w ciszy. Zostało nam kilkanaśce kroków do wyjścia. Pytam się po raz ostatni: Jak myślisz, ile teraz kroków trzeba zrobić, aby dojść do bramy?
Rita: 130
Hmm, za dużo.

W ciągu dnia sporo jeszcze było liczenia:
·      w sklepie -  warzyw i owoców zgodnie z przygotowaną wspólnie poprzedniego dnia listą zakupów. Nakładanie samodzielnie 5 jabłek do torby to duża frajda.
·      przy stole pojawiło się pojęcie równoliczności zbiorów faworków na talerzach u Rity i jej siostry Julki.
·      podczas wciągającej gry w kości. Do kubka wrzucamy 6 kości. Rzucamy do momentu, aż wszystkie kości będą miały taką samą liczbę oczek. Komplet z szóstek jest najlepszy. Inna opcja to wyrzucenie strita z kości tzn. ciąg liczbowy utworzony z oczek na poszczególnych kościach.1,2,3,4,5,6.
·      wieczorem krótka i dowcipna lekcja matematyki po angielsku przy wykorzystaniu internetu , a konkretnie strony SESAME STREET.
Proszę zajrzeć tutaj
Ten 46 sekundowy filmik był inspiracją naszej dzisiejszej bajki na dobranoc.
Dobranoc

poniedziałek, 6 lutego 2012

Rodzinna matematyka


W każdy czwartek zapraszam rodziców, babcie i dziadków  na porcję matematyki z dzieckiem.
Jesteśmy pierwszymi nauczycielami dziecka - nie zmarnujmy tego czasu. 

Zamieszczam tu opisy zabaw z moją czteroletnią córą Ritą.
Mam nadzieję, że dzięki nim osiągnie ona tzw. dojrzałość szkolną, matematyka będzie jej ulubionym przedmiotem, a w przyszłości zostanie inżynierem?

Do realizacji tych celów niezbędny jest:
  • entuzjazm oraz pozytywne nastawienie . Nie mów: "Nigdy nie byłem dobry z matematyki", nawet jeśli tak było. Masz okazję to zmienić, ucz się razem z dzieckiem.
  • cierpliwość. Trzeba zacząć od początku i iść krok po kroku. Czasem stać w miejscu.
  • wyrozumiałość ( NIC NA SIŁĘ) 
  • odrobina czasu ( 2 minuty, 5 minut, 30 minut). 
  • dostęp do internetu
    I NIC WIĘCEJ.
 Niektóre pomysły powstały pod wpływem przeczytanych książek,  wiele zaczerpnęłam z sieci.
Żródła oczywiście będą podane! 
Ponieważ małe dzieci mają naturalny dar przyswajania języków, namawiam na matematykę po angielsku, czyli 2 w 1.


Na co liczę?
Hmm, teraz liczę z córką, na jej prośbę do miliarda. Nigdy sama na to nie wpadłam. Doliczyłyśmy do 90, ale nie przestajemy.

Do usłyszenia w tłusty czwartek!